Wiecie, od prawie dwóch i pół roku interesuję się wrestlingiem. Niestety tylko biernie. Niestety, bo bardzo chciałabym uprawiać ten jakże brutalny sport, jednakże nie mogę, ze względu na to, że w mojej okolicy nie ma zbyt wielkiego zainteresowania właśnie tym. Poza tym, mama by mnie chyba powiesiła, gdybym powiedziała, że planuję zostać zapaśniczką. Mam inne plany na życie, jednak interesuje mnie to. Zaczęło się od cotygodniowego oglądania RAW na eXtreme channel, potem doszło SmackDown! i gale PPV ściągane jeszcze tej nocy, której się odbywały.
Pierwszą moją zapaśniczą fascynacją był Randy Orton, jednak później pokłady mojej miłości przeszły falą na Jeffa Hardy’ego, jego skoki, salta, głos, muzykę, tatuaże i ogólnie całą jego osobę, wraz z szumem jaki robił wokół siebie… Ach, ale później odszedł, zostawiając płaczących fanów, w tym mnie, wpatrzoną w telewizor jak w obrazek, ze świeczkami w oczach.
It’s not goodbye for always, it’s goodbye for now‘ – tymi słowami pożegnał się z nami na prawie pół roku. Niedługo po odejściu zaczęło być o nim głośno w sprawie o posiadanie dużej ilości środków odurzających i narkotyków. 12 listopada poszedł do aresztu, wyszedł stamtąd po kilku dniach, ale czekał go proces. W zasadzie, ciągnie się to jeszcze do teraz, bo co chwila jego wyrok jest odraczany. Następna sprawa jest 10 maja, jednak GM TNA dał kontrakt Jeffowi, w którym jest 100 występów na galach TNA w ciągu 12 miesięcy. Bardzo dużo, bardzo dobrze.
Sześć dni temu miał walkę, którą już oglądałam, a o walki z TNA trzeba się starać jedynie w internecie, nie wiedziałam jeszcze wtedy, że jest już na YT, więc oglądałam cały iMPACT z tamtego dnia. Muszę się teraz przestawić, dwa lata WWE, a teraz nagle TNA… ale spokojnie, warto.

Saliva – always


You’re our Rainbow-haired Warrior